PAMIĘTAMY

Majowa rocznica zakończenia II wojny światowej jest okazją do przypomnienia sportowców, którzy podczas tej wojny zginęli. „Przegląd Sportowy” przypomniał tragiczne losy polskich sportowców w czasie wojny, w artykule zatytułowanym „Walczyli o ten dzień”. Przypomnijmy więc przynajmniej kilku z nich.

1. Janusz Kusociński
Złoty medalista w biegu na 10 km na Igrzyskach Olimpijskich w Los Angeles w roku 1932. Wygrał po pasjonującym biegu z koalicją biegaczy fińskich. W czasie wojny działał w podziemiu, był członkiem Związku Walki Zbrojnej. Aresztowany w marcu 1940 roku, torturowany.Zginął w czerwcu 1940 roku rozstrzelany przez hitlerowców w Palmirach w Puszczy Kampinoskiej.

2. Eugeniusz Lokajski
Lekkoatleta, czołowy oszczepnik świata w okresie międzywojennym. Olimpijczyk z Igrzysk Olimpijskich z Berlina w roku 1936, w których zajął 7 miejsce w konkursie rzutu oszczepem. Żołnierz AK, porucznik rezerwy. Walczył w Powstaniu Warszawskim, w kompanii „Koszta”. Zajmował się fotografią. Podczas powstania wykonał ponad 1000 zdjęć dokumentując powstańcze wydarzenia. Zginął 25 września 1944 roku, pod gruzami bombardowanej kamienicy na ulicy Marszałkowskiej 129.

3. Bronisław Czech
Jeden z najlepszych polskich narciarzy okresu międzywojennego. Niezwykle wszechstronny. Uprawiał zjazdy, skoki i biegi. Także narciarstwo wysokogórskie i taternictwo. 24-krotny mistrz Polski w różnych konkurencjach narciarskich. Trzykrotny olimpijczyk: St. Moritz 1928, Lake Placid 1932, Garmisch – Partenkirchen 1936 rok. Działał w ruchu oporu. Był kurierem na Węgry. Aresztowany w maju 1940 roku trafił do obozu. Zmarł w obozie koncentracyjnym w Auschwitz w czerwcu 1944 roku.

4. Helena Marusarzówna
Świetna narciarka. Siedmiokrotna mistrzyni Polski w konkurencjach alpejskich. W czasie wojny kurier tatrzański. Przenosiła pocztę i przeprowadzała ludzi górskim szlakiem na Węgry. Pisano o niej „Piękna i odważna”. Rozstrzelana w Podgórskiej Woli 12 września 1941 roku. Miała 23 lata.

5. Tomasz Stankiewicz
Kolarz. Srebrny medalista olimpijski z Paryża z roku 1924 w wyścigu drużynowym na dochodzenie. W czasie wojny działał w Związku Walki Zbrojnej. Wpadł przy roznoszeniu prasy podziemnej. Rozstrzelany w zbiorowej egzekucji 21 czerwca 1940 roku w Palmirach.

6. Zdzisław Kawecki
Jeździec, rotmistrz WP. Srebrny medalista olimpijski w konkursie drużynowym WKKW z igrzysk w Berlinie w 1936 roku. Walczył w wojnie polsko-bolszewickiej w 1920 roku. W 1939 roku aresztowany przez sowietów, przetrzymywany w obozie w Kozielsku, zginął zamordowany w Katyniu w kwietniu 1940 roku.

7. Aleksander Garkowienko
Zapaśnik. Słynna „Czarna maska”. Mistrz świata zawodowców w 1931 i 1935 roku. Walczył komercyjnie w Ameryce. Niezwykle popularna postać przedwojennej Warszawy. W czasie Powstania Warszawskiego budował barykady Zginął 19 września 1944 roku na ulicy Koszykowej, rozerwany wybuchem bomby.

8. Dawid Przepiórka
Szachista. Srebrny medalista w drużynie olimpiady szachowej w Pradze w 1931 roku. Wicemistrz świata amatorów w 1928 roku. Współzałożyciel Polskiego Związku Szachowego. Aresztowany w styczniu 1940 roku w kawiarni szachowej przy ulicy Marszałkowskiej 76. Zginął rozstrzelany w Palmirach prawdopodobnie 22 stycznia 1940 roku.

9. Jerzy Iwanow – Szajnowicz
Pływak. Reprezentant Polski w piłce wodnej. Poliglota, oprócz polskiego znał język angielski, niemiecki, francuski, rosyjski i grecki. Agent polskich służb specjalnych. Bohater greckiego ruchu oporu. Agent brytyjskiego wywiadu. Grupa Iwanowa prowadziła działalność sabotażową niszcząc silniki samolotowe sił niemieckich i włoskich, a także zakładając miny pod niemieckie okręty. Zginął rozstrzelany podczas kolejnej próby ucieczki 4 stycznia 1943 roku w Atenach.

10. Urszula Stępińska
Gimnastyczka. Olimpijka z Berlina z roku 1936. Jednak z powodu kontuzji w zawodach nie wystartowała. W 1938 roku zdobyła brązowy medal w Mistrzostwach Świata w Pradze. W czasie wojny zajmowała się kolportażem podziemnej prasy i małym sabotażem. Aresztowana w listopadzie 1943 roku, zmarła torturowana w krakowskim więzieniu na ulicy Montelupich, 11 lutego 1944 roku.
I wielu, wielu innych.JW.

WALKA Z DOPINGIEM W CZASIE PANDEMII

Doping to plaga, która wypacza wyniki rywalizacji sportowej. Przemożna chęć wygrywania za wszelką cenę prowadzi do ogromnych nadużyć, nie tylko w zdrowiu zawodników, ale także w ich psychice, a nade wszystko niweczy honor sportowca. Jak instytucje zwalczające doping radzą sobie w czasach pandemii, na rok przed nowym terminem Igrzysk Olimpijskich w Tokio? Dyrektor Polskiej Agencji Antydopingowej POLADA Michał Rynkowski mówi: „System antydopingowy funkcjonuje dziś w bardzo ograniczonym zakresie, kontrole odbywają się tylko w wyjątkowych wypadkach. Ponad 90 krajowych agencji antydopingowych zawiesiło swoja działalność.” 
Kontrola antydopingowa – jak? „Próbki będą teraz pobierane ze specjalnym protokołem bezpieczeństwa…” 

🔹🔹🔹

Ale pandemia robi swoje. Na świecie 1/3 laboratoriów przestała pracować. Kontrole są ograniczane głównie poprzez zakaz przemieszczania się. Specjaliści twierdzą, że część sportowców-oszustów może teraz, w sposób nieuczciwy i szybki uzyskać lepsze efekty. Na przykład w sportach siłowych zrobią sobie masę mięśniową i już tego nie stracą. Wielu oszustów może teraz majstrować „po cichu”, to ich czas! W kwietniu obchodziliśmy „Play True Day”. Dzień poświęcony uczciwemu sportowi. Przy tej okazji szczególnie został podkreślony cel walki z dopingiem w sporcie. Cel jakim jest zwiększenie świadomości zawodników i personelu medycznego w zakresie ochrony wartości, jakie stanowi sport bez dopingu.

🔹🔹🔹

W lutym Polski Komitet Olimpijski, Polska Agencja Antydopingowa POLADA oraz Urząd Rejestracji Produktów Leczniczych zawarły porozumienie o współpracy w walce z dopingiem. Porozumienie kładzie nacisk na edukację i informację. Między innymi na ulotkach dołączonych do leków mają się pojawić informacje o zagrożeniu dopingiem.

🔹🔹🔹

Chcemy mieć czysty sport. Nie tylko dyscypliny olimpijskie, cały sport bez dopingu! Sięgamy do sankcji wg POLADA. Na liście naruszeń przepisów antydopingowych przeważa kulturystyka, ale znajdujemy także inne dyscypliny: podnoszenie ciężarów, zapasy, rugby, boks, żużel… Żużel! Ostatni, najbardziej gorący problem związany z dopingiem dotyczy żużla właśnie. Sprawa trwa już 8 miesięcy. Panel Dyscyplinarny II instancji rozpoznaje właśnie sprawę jednego z czołowych polskich żużlowców Maksyma Drabika. Szanse na pomyślną dla zawodnika decyzje są minimalne.

🔹🔹🔹

Jakie karty są stosowane za użycie środków dopingujących? Zazwyczaj kary zawieszenia, rzadziej dyskwalifikacja dożywotnia. Ale oto możemy mieć pierwszy przypadek zastosowania kary więzienia. Niemiecki bokser, 41-letni Felix Sturm został skazany na 3 lata więzienia, po pierwsze za malwersacje podatkowe, a po drugie za… doping! Dotychczas sportowców- dopingowiczów skazywano za różne inne przestępstwa, ale nie za doping. Nie wszystkie kraje uznają doping jako przestępstwo. Doping jest przestępstwem we Włoszech, Francji, Niemczech czy Austrii.
W Polsce więzienie może grozić temu, kto poda środki dopingujące nieletniemu lub pełnoletniemu bez jego wiedzy. Także za produkcję środków lub ich przemyt.
Za rok Igrzyska Olimpijskie w Tokio. Bez dopingu?! „Play True Day”. Nie tylko od święta.

Jan Wieteska

Obiekty sportowe dawnej Warszawy – odcinek 4

Pole Mokotowskie – wyścigi konne

Wyścigi konne! Przez całe lata budziły wielkie emocje. Wyścigi konne w powojennej Warszawie były wielką atrakcją i gromadziły na służewieckim torze tłumy. Na głównej trybunie cała „warszawka”. Panie w gustownych kapeluszach, obok szarmanccy panowie. A gdzieś wśród nich wytrawni gracze, często zwykli naciągacze, którzy obok oficjalnego totalizatora prowadzili swój prywatny. I w kasach i poza nimi obracano dużymi pieniędzmi! Dziś tor służewiecki pozostaje wciąż urokliwym miejscem, ale wyścigi już nie te!

♦️♦️♦️

Ale wszystkiemu początek dało Pole Mokotowskie. To właśnie na Polu Mokotowskim urządzono pierwsze wyścigi konne w Warszawie. Był rok 1841. Urządzony tor liczył 1000 metrów i ciągnął się wzdłuż dzisiejszych Alej Niepodległości. Jednakże prawdziwe ściganie zaczęło się wraz z wprowadzeniem totalizatora. To był 1880 rok. Co prawda pieniądze psuły sportowy charakter wyścigów, ale na torze zaczęli się pojawiać jeźdźcy z całej Europy. W 1887 roku tor został urządzony na nowo, nieco bliżej miasta, wzdłuż ulicy Polnej. Kalendarz wyścigów obejmował dwa sezony: wiosenny i letni, po kilkadziesiąt dni każdy. Najważniejszą gonitwą stała się Gonitwa Warszawska.

♦️♦️♦️

W historii wyścigów odnotowano wyjątkowe wydarzenie, jakim był bieg długodystansowy w roku 1895. Miał to być wielki wyścig, ale z powodu zachłanności właścicieli stajni zamienił się w wydarzenie bulwersujące, czy nawet tragiczne. Podczas biegu ¾ koni, czyli około 30, padło z wycieńczenia. Ówczesna prasa nie pozostawiła na właścicielach Torów Wyścigów Konnych suchej nitki, oskarżając ich o nadmierną żądzę zysków, co doprowadziło do tragedii!

♦️♦️♦️

Emocje sportowe podczas wyścigów okraszone były emocjami towarzyskimi. Na wyścigi przybywali znamienici obywatele Warszawy, którzy tu prezentowali najnowsze trendy mody. Ale przecież także gawiedź warszawska uznała to miejsce za niezwykle atrakcyjne. Oto jak „Kurier Poranny” opisywał sposób dotarcia na tor wyścigów. „Co za tłok. Korytarzem ulicy Kaliksta sunął nieprzerwany łańcuch powozów, dorożek, automobilów, koczów… zaś po chodnikach tej ulicy płynęły dwa gęste jak kisiel, strumienie pieszej publiczności. Woźni stojący u bram pola wyścigowego świecili się od potu, bowiem podejmowali pracę nad siły zwykłych śmiertelników…”

♦️♦️♦️

Wyścigi tamtych lat trafiły do literatury. Sięgnijmy do „Lalki” Bolesława Prusa. Oto jak emocjonował się wyścigami Wokulski, który wystawiał do biegów swojego konia. „Nareszcie nadszedł dzień wyścigów, pogodny ale nie gorący, właśnie taki jak trzeba… Zadzwoniono na trzeci wyścig. Panna Izabela stanęła na siedzeniu, na twarz jej wystąpiły rumieńce… Wokulski wskoczył do swojego powozu i otworzył lornetę. Był tak pochłonięty wyścigiem, że na chwilę zapomniał o pannie Izabeli. Sekundy rozciągały się w godziny… wyścig trwa, ale… ale…brawo Yang, brawo Wokulski, klacz idzie jak woda, brawo, brawo… Wśród tłumu zbudził się szalony zapał dla Wokulskiego…. Cieszono się, że warszawski kupiec pobił dwu hrabiów…”

Pole Mokotowskie, jak już wspomnieliśmy, stało się nie tylko miejscem wyścigów, ale także w pewnym sensie „salonem towarzyskim” miasta. Zajrzyjmy znów do „Kuriera Porannego” z roku 1913. Jest dzień, w którym rozgrywane są Derby. Warszawska elegancja ciągnie na tor. „Sportowcy kategorii najkarniejszej przybyli na derby w cylindrach i czarnych anglezach, z lornetkami na czarnym rzemieniu, w lakierkach. Sportowcy- dandy, czyli gentlemeni indywidualni, coś w rodzaju anarchistów towarzyskich byli w kostiumach niezależnych. Były to marynarki granatowe i szare i zielonkowate i brązowawe, świetne w gatunkach. Nakrycia głowy: kapelusze miękkie i słomkowe.

A największy podziw budziły oczywiście panie! Damy ogólnie znane w ówczesnej Warszawie. Ktoś w tłumie rzucił głośno takie oto zdanie „Nasze urocze panie prawie wspanialej ubierają się dla wyścigowego konia niż dla włoskiego tenora…”

♦️♦️♦️

A „Kurier Poranny” dodał swoje: „Panie wyglądały uroczo. Mieniły się tropikalną rozmaitością barw swoich szat, szalów i pończoszek w kostkach”. Na trybunie pojawiły się księżne, hrabianki, margrabinie, a wśród nich księżna Stanisławowa Lubomirska ubrana „w suknię jedwabną perłowego koloru, stanik przybrany różową materią, płaszcz z lekkiej tkaniny niebieskiej w pasy, duży czarny kapelusz okolony białemi piórami strusiemi”. Stroje były niemal ważniejsze od samych wyścigów. Bo w tychże derbach wystawiono jedynie cztery konie… więc nie zawsze chodziło o wyścigi.

Na torze bywali Prus, Sienkiewicz. Swoje stajnie mieli biznesmeni i wojskowi. Między innymi generał Władysław Anders. Tor niezmiennie cieszył się popularnością. W okresie międzywojennym odbywały się na nim różne uroczystości, defilady wojskowe. W roku 1934 tu właśnie swoją ostatnią defiladę przyjmuje marszałek Józef Piłsudski.

♦️♦️♦️

Tam gdzie pieniądze, tam i różne próby oszustw, machlojek. Wyścigi były podatne na takie wydarzenia. Latem 1936 roku dochodzi do rozruchów, w wyniku oszustwa w jednym z biegów. Dwóm koniom opóźniono start, a trakcie biegu zostaje potrącony, w wyniku zmowy, inny koń, który wypada z toru. Publika nie wytrzymuje, wbiega na tor, następuje ogólna bijatyka, w trakcie której podpalono trybuny. Dopiero wejście policji pozwala opanować sytuację.

W drugiej połowie lat 30-tych rozpoczęła się budowa toru wyścigów konnych w innym miejscu, na Służewcu. Na Polu Mokotowskim kończyła się dzierżawa terenu. Ostatecznie przeniesienie toru na Służewiec nastąpiło w roku 1938, a pierwszy wyścig na służewieckim torze odbył się 3 czerwca 1939 roku. Ale tor służewiecki to już zupełnie inna historia.

Jan Wieteska

Rozmowa z Mirosławą Kątną – część 3

CHROŃMY DZIECI!

Jeśli widzisz przemoc wobec dziecka lub uznasz, że jakiekolwiek dziecko potrzebuje pilnej  pomocy, skontaktuj się z Komitetem Ochrony Praw Dziecka.

email : kopd@kopd.pl 

Telefon: 22 626 94 19

Adres: Warszawa, ul. Oleandrów 6.

Dziś rozmawiamy  z Przewodniczącą Komitetu, Panią Mirosławą Kątną  po raz trzeci i ostatni. Tym razem porozmawiamy o niezwykle wrażliwym problemie, ochronie dzieci z niepełnosprawnością.

Jan Wieteska: Wszystkie dzieci z niepełnosprawnością i fizyczną i psychiczną powinny mieć zapewnioną pełnię normalnego życia. To oczywiste, ale czy tak jest? Czy może jednak ciągle są dzieci z niepełnosprawnością niedożywione, bez właściwego dostępu do rehabilitacji czy przygotowania zawodowego?

 Mirosława Kątna: Wystarczy spojrzeć na protesty czy cyklicznie wystosowywane apele, by się przekonać, że wciąż niestety mamy do czynienia z brakiem poszanowania wszystkich praw dzieci z niepełnosprawnościami. Proszę zwrócić uwagę – reforma edukacji także dotknęła te dzieci, zabierając im możliwość kontaktu z rówieśnikami w szkole. Zrezygnowano z możliwości organizowania indywidualnego obowiązkowego rocznego przygotowania przedszkolnego oraz indywidualnego nauczania na terenie, odpowiednio, przedszkola lub szkoły. Od 1 września 2017 roku uczniowie z niepełnosprawnościami mogą korzystać z tej formy edukacji jedynie w miejscu swojego zamieszkania. To zamknięcie w domu ma wpływ nie tylko na stan zdrowia dzieci, ale wymusza też reorganizację życia całej rodziny.

🔸🔸🔸

JW: Czyli reforma ma swoje minusy?

MK: Także w odniesieniu do dzieci cierpiących na ADHD, zespół Aspergera, autyzm lub inne niepełnosprawności. Reforma skazała je bowiem na bardzo liczne klasy, stanie w kolejkach do szatni, do toalety oraz ciągły hałas, co stanowi dla nich przecież poważny problem. Rzecznik Praw Obywatelskich robi wiele, by sprawy osób z niepełnosprawnościami stały się częścią debaty publicznej. I chwała mu za to! Niesamowite rzeczy robi Anna Dymna ze swoimi wychowankami – z Festiwalem Zaczarowanej Piosenki na czele. Te wszystkie akcje pokazują nam jak piękny jest świat w swojej różnorodności i że można się z niego cieszyć, mimo wszystko.

🔸🔸🔸

JW: A kwestia barier: architektonicznych, komunikacyjnych, technicznych. Co jeszcze przed nami w tym zakresie?

MK: Z pewnością nadal potrzebna jest większa wrażliwość władz na równe traktowanie osób z niepełnosprawnościami zarówno w planowaniu przestrzennym jak i dysponowaniu np. budżetem na sport i kulturę fizyczną, jak pokazują przykłady paraolimpijczyków, którzy by wyjechać na zgrupowanie organizują zrzutki publiczne na ten cel. W proces likwidacji barier włączyłabym też lekcje tolerancji, zajęcia antydyskryminacyjne. Jeśli nie zadbamy o to, od najmłodszych lat, bariery mentalne mogą stać się najtrudniejsze do zniwelowania, bo niewidoczne na pierwszy rzut oka. Dla dzieci niepełnosprawność rówieśnika nie jest przeciwwskazaniem do wspólnej zabawy, podobnie jak język, czy kolor skóry. Dzieci akceptują i dostosowują się do ograniczeń, jakie narzuca choroba czy niepełnosprawność. Nie widzą barier, a jeśli się z nimi stykają, szukają możliwości, by je obejść. Dlatego tak dużą wartość miała edukacja włączająca realizowana w szkole, wśród rówieśników i z nimi – na miarę indywidualnych możliwości każdego dziecka.

🔸🔸🔸

JW:Wspomniała Pani o paraolimpijczykach. Oni coraz częściej  traktowani są jak pełnosprawni sportowcy, a jak oceniamy dziś dostęp do kultury fizycznej dzieci i młodzieży z niepełnosprawnościami, która nie uprawia sportu wyczynowego?

MK: Sport powinien być dokładnie tak samo dostępny dla osób pełnosprawnych i z niepełnosprawnościami, z małych miast, wsi i dużych aglomeracji. Obowiązek zapewnienia osobom z niepełnosprawnościami prawa do korzystania i uczestniczenia w życiu kulturalnym, sportowym i turystycznym wynika z ratyfikowanej przez Polskę w 2012 roku Konwencji ONZ. Wciąż tak nie jest. Państwo  nie pokrywa kosztów opieki zdrowotnej sportowców reprezentujących Polskę na olimpiadach specjalnych, o co swego czasu upominał się Rzecznik Praw Obywatelskich.

Jeśli spojrzymy na mapę obiektów sportowych, dostrzeżemy, że czasami we wskazanej miejscowości te obiekty są, ale brakuje komunikacji publicznej dostosowanej do potrzeb osób z niepełnosprawnościami, więc nie mogą oni do nich dotrzeć i z nich skorzystać.

Sport kształtuje charakter, pomaga w budowaniu poczucia własnej wartości, pozwala wreszcie na integrację, uczy nawiązywania relacji społecznych i samodzielności. Dzieci – i pełnosprawne i z niepełnosprawnością – powinny mieć zawsze możliwość wyrobu swoich pasji i dyscypliny.

🔸🔸🔸

JW: Dzieci z niepełnosprawnościami obdarzamy szczególną troską. A mimo to, mamy takie wrażenie, że  wciąż  robimy, jako społeczeństwo, dla tych dzieci zbyt mało. To wrażenie czy może rzeczywistość.

MK.    Minęły dwa lata od protestu osób z niepełnosprawnościami w Sejmie. Mieli 21 postulatów, ile z nich doczekało się  w całości realizacji?  Przypomnę jeszcze, że te postulaty opierały się m.in. na standardach wynikających z Konwencji o prawach osób z niepełnosprawnościami, którą Polska ratyfikowała osiem lat temu. Tymczasem jeszcze w grudniu 2019 roku RPO występował do ministra rodziny, pracy i polityki społecznej w sprawie wyzwań, które powinny być rozwiązane za pomocą państwowego systemu wsparcia osób z niepełnosprawnościami. Te postulaty w dużej mierze pozostają wciąż aktualne, bo niespełnione.

Obecnie – z racji na epidemię i nadciągający kryzys należy szczególnie pilnować praw osób najbardziej bezbronnych – z niepełnosprawnościami, przewlekle chorych, doświadczających przemocy, dzieci. To nie tylko obowiązek państwa, ale także nas wszystkich. Nie odwracajmy oczu, gdy komuś dzieje się krzywda. Reagujmy.

JW. Dziękuję za rozmowę.

Kontakt na Komitet Ochrony Praw Dziecka powyżej.

Sportowe obiekty dawnej Warszawy – część 3

W 1955 roku w Warszawie odbywał się Światowy Festiwal Młodzieży i Studentów. Dla zmagań sportowych budowano więc w mieście duże obiekty sportowe. Powstał między innymi Stadion 10-lecia. Jednym z kolejnych miała być skocznia narciarska. Ale z powodu problemów geologicznych, które wystąpiły w miejscu budowy, na mokotowskiej skarpie wiślanej, nastąpiły opóźnienia i skocznia została oddana do użytku dopiero w roku 1959. Festiwal obył się bez skoków narciarskich. Ale to nie znaczy, że warszawska skocznia była obiektem bezużytecznym. 

♦️♦️♦️

Z pewnością skocznia narciarska w dużym, nizinnym mieście to ewenement. Nie była to jednak jedyna tego typu skocznia na świecie. Skocznie miały chociażby Praga czy Budapeszt. Zresztą te trzy miasta zorganizowały Turniej 3-ch Skoczni. Nie było to wydarzenie na miarę  tradycyjnego Turnieju 4-ch skoczni rozgrywanego zimą na skoczniach Austrii i Niemiec, nie mniej jednak taka próba sportowa miała miejsce w latach 70-tych.

♦️♦️♦️

Warszawska skocznia to obiekt mały. Jego punkt konstrukcyjny wynosił 38 metrów. Wysokość samej wieży to 35 metrów. Wysokość całkowita, od podnóża, to 54 metry. Skakano oczywiście na igelicie. Skoki mogło oglądać około 7 tysięcy widzów! Zawodnicy mieli wspaniały widok z platformy startowej – maleńka, ciasna platforma, a widać z niej było piękny fragment Warszawy. Skocznia miała wiele niedociągnięć – nie było na niej urządzeń, które zatrzymywałyby śnieg na rozbiegu, co praktycznie uniemożliwiało skakanie zimą!

♦️♦️♦️

Pierwsze zawody rozegrano w roku 1959, tuż po oddaniu obiektu do użytku. Startował w nich słynny wtedy Zdzisław Hryniewiecki. Jeden z wielkich talentów polskich skoków narciarskich, gdyby nie fatalna kontuzja, które unieruchomiła go na całe życie, mógłby zawojować sportowy świat. Pan Zbigniew Suchan, który jako 10-latek dostał się do grupy skoczków trenujących na tej skoczni, a później kierownik obiektu i jeszcze później właściciel serwisu narciarskiego tak mówił: „skakali tu wszyscy, głównie latem, kiedy normalne skocznie na południu Polski były wyłączone. Polecieć tu 40 metrów to było wyzwanie dla najlepszych”. W roku 1971 Zbigniew Suchan był drugi w turnieju trzech skoczni w kategorii juniora.  

♦️♦️♦️

Skakali tu wszyscy! Oglądamy zdjęcie z tamtych lat. Obok Suchana stoją czołowi polscy skoczkowie: Tajner, Przybyła, Nazarkiewicz, Pawlusiak… O tak, to były nazwiska! Skakał też na tej skoczni Wojciech Fortuna. Zachował się film, z lat 70, na którym widać Fortunę skaczącego w grupie… oldbojów! W tym konkursie skacze też Piotr Fijas, Zenon Węgrzynkiewicz. Fortuna skacze 37.5 metra, ale najdalej skacze Janusz Duda -45 metrów i wygrywa. Zawodnicy lądują na igelicie, wpadają na piasek i na końcu na trawę.

♦️♦️♦️

Janusz Duda jest zresztą tym skoczkiem, który na „Skarpie” (tak potocznie nazywano skocznię) skoczył najdalej w całej jej historii, 48 metrów. Ale z jakichś powodów nie jest to oficjalny rekord skoczni. Oficjalny rekord należy do Antoniego Łaciaka vice mistrza świata z roku 1960 z Zakopanego i wynosi 40,5 metra. Jednak wielu zawodników skakało na tej skoczni dalej. Wiemy to chociażby z filmu ze wspomnianych zawodów, skoczkowie skakali w tym konkursie ponad 40 metrów.

♦️♦️♦️

W roku 1975 obiekt poddano remontowi. Ale remont ślimaczył się, trwał do roku 1980. Skocznia służyła tylko do treningów. Ostatnie zawody rozegrano w maju 1989. Skocznia zakończyła swój żywot. Stawała się powoli ruiną. Co prawda na jej terenie była organizowana giełda sprzętu narciarskiego i funkcjonował serwis narciarski, ale sama skocznia nadawała się do rozbiórki. W latach 90-tych zdemontowano środkową część rozbiegu. W międzyczasie rodziły się różne plany co do zagospodarowania obiektu, między innymi był zamysł wykorzystania obiektu jako małego stoku zjazdowego. Ale z planów nic nie wyszło. Ostatecznie skocznia została rozebrana w latach 2010-2011.  

Załączamy link do filmiku na którym Pan Piotr Ingelewicz opowiada historię skoczni.

Oryginalny obiekt sportowy pozostał tylko we wspomnieniach.

Jan Wieteska

Odmrażanie sportu

Mamy rządową informację o stopniowym, etapowym „odmrażaniu” polskiego sportu. Jak wiemy, nie wiąże się to z ustępowaniem pandemii, ale raczej z innym podejściem do traktowania sportu w okresie wciąż panoszącej się zarazy.

♦️♦️♦️

Minister Sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk najwięcej uwagi poświęciła piłce nożnej i żużlowi uznając, że nie tylko są to dwie najbardziej popularne dyscypliny w Polsce, ale uznała także, że te dwie dyscypliny są najlepiej przygotowane do rozpoczęcia zawodów. Ponad to zaczynamy od sportów, które są rozgrywane na świeżym powietrzu.

♦️♦️♦️

Otwarcie następuje przy uwzględnieniu ograniczeń, np. w przypadku sportu powszechnego z obiektu będzie mogło korzystać 6 osób. Najpierw uruchomienie treningów, później zawody bez widzów. Dla czołowych polskich sportowców zostają otwarte Centralne Ośrodki Sportu. W pierwszej kolejności Wałcz i Spała. To taki program pilotażowy. Jeśli się powiedzie, to będą otwierane następne ośrodki.

♦️♦️♦️

Nieco inaczej jest ze sportami, w których występuje bezpośredni kontakt, a więc z takimi jak boks, zapasy, judo oraz ze sportami halowymi, takimi, między innymi, jak siatkówka, koszykówka i nasza gimnastyka.

♦️♦️♦️

Mamy nadzieję, że sporty gimnastyczne dostaną w niedługim czasie zielone światło, chociaż jak wiemy wiąże się to z otwarciem hal i sal gimnastycznych w szkołach. Mamy świadomość, że także tu będą ograniczenia co do ilości ćwiczących ale ważnie jest, aby nastąpił początek. Monitorujemy analizy czynione w Biurze Sportu i Rekreacji Urzędu Miasta. Sport w czasach pandemii to wielkie wyzwanie.

JW.

Zmiany w składzie Zarządu

Zarząd WMZSG na swoim posiedzeniu (online) odbytym w dniu 22 kwietnia  dokonał zmian w swoim składzie.


Zarząd przyjął rezygnację Ewy Kaczorowskiej z funkcji członka Zarządu  i dokooptował do składu Zarządu Wiesławę Milewską. 
Wiesława jest międzynarodową sędziną akrobatyki sportowej, członkiem Komitetu Technicznego Akrobatyki w FIG.
Ponadto Zarząd powołał na funkcję sekretarza Joannę Paterek, w miejsce Aleksandry Wożniak, która wcześniej złożyła 
rezygnację z tej funkcji.


 Jan Wieteska

Rozmowa z Mirosławą Kątną – część 2

Dziś piątek. Zgodnie z zapowiedzią spotykamy się z Panią Mirosławą po raz drugi aby, tym razem, porozmawiać o prawach dziecka do wypoczynku, rozwoju fizycznego i kulturalnego.

Jan Wieteska: Pani Przewodnicząca zacznijmy z dużej litery. Konstytucja Rzeczypospolitej Polskiej stwierdza, że „Władze publiczne popierają rozwój kultury fizycznej, zwłaszcza wśród dzieci i młodzieży” i dalej „każdemu zapewnia się wolność twórczości artystycznej… a także wolność korzystania z dóbr kultury”. Czas wolny i sposób jego wykorzystania to z pewnością jeden z najważniejszych elementów w życiu dziecka. Z jakimi zagrożeniami, barierami możemy się spotkać w tym procesie?

Mirosława Kątna: Także „dziecięca Konstytucja”, jak czasem nazywana jest ratyfikowana przez Polskę Konwencja o Prawach Dziecka, nakłada na państwa-strony obowiązek podejmowania działań zmierzających do pełnej realizacji prawa dziecka do wypoczynku i czasu wolnego, do uczestniczenia w zabawach i zajęciach rekreacyjnych, stosownych do wieku dziecka. Dorośli czasem wątpią w istotność tego prawa, argumentując, że dzieci przecież nie pracują, więc od czego mają wypoczywać? Zapominają, że nauka, już nawet obowiązki wynikające z bycia przedszkolakiem, stanowią obciążenie dla rozwijającego się człowieka, jego organizmu i psychiki.

♦️♦️♦️

JW: Zabawa to dla dziecka jego „praca”.

MK: Coś w tym jest. Dla prawidłowego, pełnego rozwoju dziecka zabawa jest potrzebna tak samo, jak nauka czy pomaganie w obowiązkach domowych. Dzieci mają prawo do nic nierobienia i ten czas powinien być do wyłącznej dyspozycji dziecka, niech go spędza zgodnie z własnymi preferencjami i wyborami, to naprawdę nie jest czas zmarnowany! Często rodzice wpadają w pułapkę wypełniania dzieciom czasu mnóstwem zajęć dodatkowych, ale nawet najbardziej wartościowe dodatkowe zajęcia wyrządzą więcej szkody niż pożytku, jeśli zajmą zbyt dużo godzin w bilansie dnia. Warto pamiętać, że dziecko nie tylko ma prawo do czasu wolnego – ma też prawo decydować, jak ten czas będzie spędzać.

♦️♦️♦️

JW: No dobrze, więc przygotowanie dzieci do mądrego wykorzystania czasu wolnego zależy, przede wszystkim, od kogo? Od rodziny, od szkoły, od otoczenia?

MK: Należy zacząć od siebie. Nic tak dobrze nie działa jak przykład. Dzieci już od najmłodszych lat nie tylko słuchają, co mamy do powiedzenia, ale przede wszystkim uważnie obserwują, co robimy i gdy są starsze wyciągają swoje wnioski. Jeśli rodzice czytają książki – dziecko też chętnie po nie sięgnie. Warto planować wspólny, rodzinny czas – i nieistotne czy będzie to układanie wieży z klocków, przygotowanie deseru, czy wycieczka do lasu.

♦️♦️♦️

JW: Bądźmy razem!

MK: To jest właśnie kluczowe, że ten czas spędzamy wspólnie – rozmawiamy o tym, czego doświadczamy, towarzyszymy dziecku w poznawaniu przez nie świata. Pozwalamy na swobodną zabawę, wspieramy w rozwoju zainteresowań i inspirujemy, ale nie narzucamy dziecku określonych zajęć, bo kiedyś sami chcieliśmy grać na pianinie czy jeździć konno. Dzieci powinny mierzyć się z własnymi marzeniami, szukać swoich dróg ekspresji. Jeśli do czegoś dążą, wspierajmy je w tym, doceniajmy zaangażowanie i dobre chęci, zamiast zawsze tylko oceniać efekty i porównywać z rówieśnikami, bo to droga do tłumienia kreatywności.

♦️♦️♦️

JW: Kto może budować wzory postaw aktywności dzieci?

MK: Każdy, kto potrafi słuchać dzieci. Czasem naprawdę wystarczy tylko dziecku nie przeszkadzać i towarzyszyć mu w zabawie, zamiast mu ją organizować od początku do końca. Zwróćmy uwagę na założenia pedagogiki Marii Montessori czy Janusza Korczaka, który przekonywał, że dziecku należy się szacunek i podmiotowe traktowane, gdyż rozwija się dzięki własnej aktywności. Maria Łopatkowa, założycielka Komitetu Ochrony Praw Dziecka, mawiała, że bez miłości nie ma wychowania – jest tresura.
Zgodzę się, że ciężko jest odejść od własnych doświadczeń i wyjść poza reguły, w których sami byliśmy wychowywani. To wymaga oczywiście ogromnej pracy, ale warto. Jesper Juul wspierał rodziców, by ten wysiłek podjęli. Ten duński pedagog nie podaje gotowych rozwiązań wszystkich rodzicielskich problemów, ale dostarcza opiekunom narzędzi i siły do samodzielnego rozwiązania danego dylematu. Dlatego powtarzam: słuchajmy dzieci, dajmy im przestrzeń do wyrażenia siebie, pozwólmy bezpiecznie odkrywać świat, własne możliwości, pasje i marzenia.

♦️♦️♦️

JW: W dzisiejszym świecie ogromną rolę odgrywa postęp technologiczny, elektronika, a co za tym idzie powszechność używania komputerów, laptopów, komórek itp. Prawdziwy sport zastępowany jest e-sportem. Czy mamy to traktować jako nieodzowność i akceptować czy może jednak widzimy w tym niebezpieczeństwo dla rozwoju dziecka?

MK: Technologie cyfrowe towarzyszą nam na każdym kroku: w pracy, w domu, podczas wypoczynku, w trakcie zakupów i zabawy. O szkodliwości smartfonów i tabletów na zdrowie dzieci i młodzieży napisano już tysiące stron w setkach raportów. Badania naukowców różnych dziedzin nie pozostawiają złudzeń – mówią o negatywnym wpływie na psychikę najmłodszych, na ich uzależnienie od technologii. Kontakt non stop z Internetem zmienia nie tylko ich dzieciństwo, ale też całą przyszłość. Alarmujące są dane mówiące o tym, że aż 42 proc. dzieci przed 2. rokiem życia korzysta z urządzeń elektronicznych, a co czwarte dziecko przed 6 rokiem życia ma smartfon do swojego użytku. Dostaje go od rodziców, by nie zawracało głowy. Tymczasem trzy-, czterolatek powinien spędzać przed ekranem maksymalnie 15-20 minut dziennie.

♦️♦️♦️

JW: Wprowadzenie sztywnych zakazów jest trudne a dziś, gdy panuje koronawirus jest chyba niemożliwe.

MK: Dzisiaj, gdy dzieci odrabiają lekcje zdalnie, za pośrednictwem urządzeń elektronicznych jest to rzeczywiście niemożliwe. Mamy sytuację nadzwyczajną, do tej pory niespotykaną. Miejmy jednak nadzieję na powrót do normalności. A teraz starajmy się znaleźć czas na spacery. Gdy już będzie normalnie to zadbajmy, aby pierwsze 3 lata życia dziecka toczyły się z dala od ekranów. Kiedy dziecko jest nieco starsze, uważnie powinniśmy dobierać rozrywkę cyfrową i pilnować czasu. Smartfon, czy tablet nie powinien być „receptą” rodziców na czas dla siebie.

JW: Dziękuję za rozmowę. Za tydzień bardzo trudny temat!

Sportowe obiekty dawnej Warszawy – Basen Legii

Eugeniusz Halski, inaczej Gienek Frajer, jedna z najbarwniejszych postaci w historii klubu studenckiego „Stodoła”, w swojej książce „Gienka Frajera życie jak rock and roll” tak opisuje basen Legii.

„Basen Legii to letni salon Warszawy. Najlepiej podrywało się tu dziewczyny. Na „Legii” spotkać można było bywalców „Bristolu”, miłośników „Stodoły”, „Hybryd”, chłopców i dziewczęta z Płyty Czerniakowskiej, studentów, play-boy’ów, chuliganów warszawskich i licealistów, dziewczęta z najlepszych domów i panienki nienajlepszej reputacji. Po prostu na „Legii” nie wypadało nie bywać”.

🔸🔸🔸

W czasach PRL-u basen przypominał prawdziwe targowisko próżności. Bywalcy spędzali tu całe dnie. Kolejki do kas były dłuższe niż do jakiegokolwiek sklepu! Teren obiektu był obliczony na około 2.5 tysiąca osób. Jednak z reguły przebywało na nim 3.5 tys, a i tak drugie tyle odchodziło od kas bez biletu.

Historia basenu Legii rozpoczyna się w roku 1928. Wybudowano, według projektu słynnego wówczas architekta Aleksandra Kudelskiego, bardzo nowoczesny, jak na tamte czasy, obiekt sportowy przeznaczony dla organizacji zawodów pływackich, skoków z wieży i meczów waterpolo. Basen miał olimpijskie wymiary: 50 metrów długości, 25 metrów szerokości, 10 torów. Niezwykła wieża do skoków z kilkoma podestami na różnych wysokościach, z najwyższym poziomem na 10 metrach. 

🔸🔸🔸

Konstrukcja basenu pozwalała na pozostawienie wody na zimę. Specjalny system filtrów utrzymywał jej czystość. Przewidziano też inną atrakcyjną formę czyszczenia wody – miały to czynić karasie i złote rybki! Tuż po otwarciu obiektu, w roku 1928, Przegląd Sportowy pisał: „Wreszcie legenda o pływalni w Warszawie ziściła się. Stolica Polski nie potrzebuje się wstydzić najmniejszych mieścin niemieckich czy amerykańskich”.

🔸🔸🔸

Obiekt stał się dumą warszawiaków. Nic więc dziwnego, że coraz częściej mieszkańcy stolicy tłumnie go odwiedzali. W latach 30-tych „Legia” stała się kultowym miejscem spotkań. Zawody pływackie zeszły na dalszy plan. Znane postacie życia towarzyskiego Warszawy spędzały czas na basenie „Legii”. 

🔸🔸🔸

Oto jaką relację znajdujemy w ówczesnej prasie: „Czesław Miłosz osiada na stałe w Warszawie. Jada obiady domowe na ulicy Hożej, poznaje warszawskie knajpy, w których zamawiając wódkę prosiło się o „podmiejski”, „dalekobieżny”, lub „ekspres”… i regularnie chodzi się na basen „Legii”, gdzie pływając modnym wówczas kraulem mógł mijać Słonimskiego, Wierzyńskiego czy Wieniawę…”. To był rok 1937.

🔸🔸🔸

Wśród aktorów odwiedzających „Legię” można było spotkać odtwórczynię głównej roli w „Dziejach grzechu”, filmie z 1933 roku, piękną Karolinę Łubieńską. Zachowało się jej zdjęcie z roku 1939, na którym skacze do wody ze słupka startowego nr 9.

🔸🔸🔸

W czasie wojny obiekt został zniszczony. Jednak szybko odbudowany, bo już w 1946 roku rozegrano tu pierwsze po wojnie zawody pływackie. Rozbudowa obiektu nastąpiła w roku 1955, w związku z odbywającym się w Warszawie Światowym Festiwalem Młodzieży i Studentów. 

🔸🔸🔸

Wybudowano drugą nieckę basenu, według projektu architekta Jerzego Hryniewieckiego. Tego samego, który zaprojektował stadion 10-lecia, także oddany do użytku przed Festiwalem. Później, w latach 70, druga niecka basenu została przykryta dachem.

🔸🔸🔸

Po Festiwalu basen „Legii” na powrót staje się miejscem dla śmietanki towarzyskiej stolicy. Przez lata bywają tu ludzie interesu, artyści, pisarze, filmowcy, szemrane postacie… Oto widać Leopolda Tyrmanda, który być może tu czerpał treści do „Złego”. Jest amant kina Tadeusz Pluciński, obok Mieczysław Czechowicz. Bogdan Łazuka, który jest wszędzie, seksbomba Kalina Jędrusik, szanowny Jerzy Gruza i młodziutki wtedy Karol Strasburger. A w szlafroku przechadza się kilkunastoletnia Agnieszka Osiecka!

🔸🔸🔸

Agnieszka Osiecka, wtedy zawodniczka sekcji pływackiej „Legii”, opowiada o zwyczajach, jakie panowały na „Legii” w tamtych, 60-tych latach, w swojej książce „Szpetni czterdziestoletni”. Dlaczego w szlafroku? Zacytujmy Osiecką: „żadna szanująca się zawodniczka nie pokazała się na „Legii” w kostiumie. Choćby lał się z nieba żar. Tak pokazywaliśmy pogardę dla reszty! Szczególny status.”

🔸🔸🔸

Zawodnicy trenowali na basenie tylko o 7 rano i 8 wieczorem. Ówczesny prezes PZP narzekał: „w Warszawie jest tylko jedna pływalnia i to o charakterze kąpieliskowym. Wystarczy żebyśmy na parę dni zajęli basen  dla potrzeb treningowych kadry, a szumu w prasie co niemiara. Gdzież więc mamy trenować”.

Legenda mówi, że Osieckiej, która mieszkała na Saskiej Kępie, zdarzało się docierać na „Legię” przepływając wpław przez Wisłę! Ale pewnie to tylko legenda?

🔸🔸🔸

Według Agnieszki Osieckiej na „Legii” ukształtowały się trzy sektory. Trybuny, na których sadowili się „cepry” z teczuszkami, lornetkami i kanapkami. Basen, w którym każdy typ bywalca miał swoje miejsce, sikorki na głębokim, starsze damy w środku, a uczące się pływać dzierlatki na płytkim. I wreszcie trzeci sektor to „Trawa”. Tu leżały studentki szkoły teatralnej, uszminkowane „Kleopatry”, rzeźbiarki z dobrych domów. Obok luźni chłopcy, wysmarowani studenci i „Wuj” – potwornie przebogaty gość, właściciel czerwonego mercedesa. Swój kąt mieli ludzie interesu: „Czarny Zygmunt”, Karol zwany Caruso…

🔸🔸🔸

Gienek Frajer, który podobnie jak w „Stodole” i tu należał do elity, we wspomnianej już swojej książce, z nutką nostalgii wspomina „hrabiego Lolo Rzeszotarskiego”, który wraz ze swoimi gorylami podjeżdżał pod „Legię” wspaniałym cadillackiem, czy też Rysia Manickiego, „Ślepego”, zawsze otoczonego pięknymi narzeczonymi. Sam Gienek popisywał się skokami z ostatniej, 10-metrowej platformy wieży. Taka platforma miała jeszcze inną funkcję. Otóż było to najlepsze miejsce do obserwacji solarium na dachu pawilonu. Było na co popatrzeć!

🔸🔸🔸

Sławną postacią był „Mały Kazio”, potężne chłopisko, były bokser, trochę aktor, zagrał podobno w 30 filmach. Na „Legii” pełnił funkcję starszego kąpielowego. To on tępił podglądaczy i za karę kazał im skakać z 10m „na bombę”.

🔸🔸🔸

I tak toczyło się życie w największym towarzyskim salonie Warszawy w czasach PRL-u. W latach późniejszych „Legia” traciła na swej atrakcyjności. Młodzi warszawiacy znajdowali inne miejsca spotkań. Baseny „Legii” zamknięto w roku 1987.  W miarę upływy lat niszczały. Nie udało się uczynić z ich „zabytku”. Rozbiórka rozpoczęła się w roku 2008, a skończyła w 2013, kiedy to rozebrano słynną wieżę. A mogli chociaż wieżę zostawić!

Jan Wieteska


Gimnastyka na pierwszych Igrzyskach – Ateny 1896

Gimnastyka sportowa należy to tych dyscyplin, które są obecne na Igrzyskach od samego początku. W Atenach, w 1896 roku gimnastyka była jedną z 9 dyscyplin, w których toczyły się boje olimpijskie. Obok gimnastyków rywalizowali kolarze, lekkoatleci, pływacy, strzelcy, szermierze, tenisiści, zapaśnicy i zawodnicy w podnoszeniu ciężarów.

🤸🏻‍♀️🤸🏼‍♀️🤸🏿‍♀️

Gimnastycy rywalizowali w 8 konkurencjach: indywidualnie w 6 tj. w ćwiczeniach na drążku, na poręczach, na koniu z łękami, w skoku przez konia, ćwiczeniach na kółkach oraz… we wspinaczce po linie. Ponadto w ćwiczeniach na drążku i poręczach odbyła się rywalizacja drużynowa!

🇩🇪🇬🇷🇨🇭

W zawodach gimnastycznych wystartowali zawodnicy z 9 państw, ale medale zdobywali tylko zawodnicy z Niemiec, Grecji i Szwajcarii. Pozostałe kraje to: Bułgaria, Wielka Brytania, Węgry, Francja, Szwecja, Dania. W poszczególnych konkurencjach startowało po kilkunastu zawodników. Zawody odbywały się na głównej arenie Igrzysk, stadionie olimpijskim.

🥇🥈🥉

Zawody zdominowali Niemcy. Hermann Weingartner zdobył 6 medali, 3 złote w drużynie za ćwiczenia na drążki i poręczach oraz indywidualnie w ćwiczeniach na drążku. Ponadto 2 srebrne za ćwiczenia na koniu z łękami i kółkach. Medal brązowy zdobył w skoku prze konia. Drugim bohaterem zawodów w gimnastyce był jego kolega z drużyny Carl Schuhmann, który zdobył 4 złote medale. 3 z nich w konkurencjach gimnastycznych: w drużynie i indywidualnie w skoku przez konia. Czwarty złoty medal Schuhmann zdobył… w zapasach! W eliminacjach pokonał złotego medalistę w  podnoszeniu ciężarów, a w finale walczył z Grekiem Tsitasem. 40 minut walki nie przyniosło rozstrzygnięcia, zapadł zmrok. Walkę dokończono następnego dnia ze szczęśliwym dla Niemca zakończeniem. W ten sposób Niemiec stał się jednym z bohaterów całych ateńskich Igrzysk.

🧗🏼‍♂️🧗🏼‍♂️🧗🏼‍♂️

Schuhmann nie był wyjątkiem. Bardzo wielu zawodników startowało w przeróżnych konkurencjach, z różnych dyscyplin.Do konkurencji gimnastycznych zaliczono także wspinaczkę po linie. Lina liczyła 14 metrów i tylko dwóm zawodnikom z Grecji udało się dotrzeć do samej góry.

🏆🏆🏆

A jak wyglądały zawody drużynowe? Rozegrano je w ćwiczeniach na drążku na poręczach. Liczyło się wykonanie, rytm i skala trudności. W ćwiczeniach na drążku wystartowały 3 drużyny – w jakich składach? Drużyna niemiecka, która tę konkurencję wygrała, miała w składzie 11 gimnastyków, pierwsza drużyna grecka liczyła 33 zawodników, a druga 19. Nie wszystkie nazwiska zostały zapisane w dostępnych relacjach. Łącznie Niemcy zdobyły 10 medali, Grecja 6, a Szwajcaria 3.

🔜🔜🔜

I tak to było na pierwszych Igrzyskach Olimpijskich w bojach gimnastycznych. Na kolejnych Igrzyskach gimnastyka przeszła wielką metamorfozę. Do rywalizacji dopuszczono kobiety. Dołączyły kolejne konkurencje i odmiany gimnastyki. Do programu została włączona gimnastyka artystyczna, a potem skoki na trampolinie. Ale o tym napiszemy za jakiś czas.

Jan Wieteska

Rozmowa z Przewodniczącą Komitetu Ochrony Praw Dziecka, panią Mirosławą Kątną – cz. 1

W sportach gimnastycznych zaczynamy pracę z dziećmi w bardzo wczesnym wieku. Dziecko i jego prawa są więc dla nas niezwykle ważne. O prawach dziecka, a przede wszystkim o ochronie dziecka rozmawiamy z psycholog, Przewodniczącą Komitetu Ochrony Praw Dziecka, Panią Mirosławą Kątną.
Z Panią Przewodniczącą będziemy się spotykać przez trzy kolejne piątki. Dziś, w pierwszym naszym spotkaniu, rozmawiamy o prawach dziecka do ochrony przed przemocą, wyzyskiem i demoralizacją. Wbrew pozorom okres pandemii nie zmniejsza tych zagrożeń.

Mirosława Kątna – Przewodnicząca Komitetu Ochrony Praw Dziecka

Jan Wieteska: Pani Przewodnicząca, w polskim prawie istnieją przepisy, począwszy od Konstytucji, mające na celu ochronę dziecka przed przemocą, okrucieństwem i demoralizacją. Często jednak wydaje się, że przepisy te nie są zawsze przestrzegane albo ich skuteczność jest niewystarczająca. Czy podziela Pani tę opinię?

Mirosława Kątna: Jeśli oceniamy legislację, to na jej gruncie mamy nieźle zabezpieczone prawa dziecka, natomiast kuleje u nas ich realizacja – i to na każdym szczeblu – niezależnie czy mówimy o urzędnikach, pracownikach służb pomocowych, czy zachowaniu statystycznego Kowalskiego, który odwraca wzrok, widząc, że sąsiad szarpie dziecko, albo udaje, że nie słyszy płaczu za ścianą, zamiast reagować – do czego od 2017 roku obliguje nas wszystkich prawo.

🔸🔸🔸

– Ważne jest więc jak my reagujemy na zło.
– Tak, musimy pamiętać, że na końcu każdego przepisu jest człowiek i to on często zawodzi. Zmiany w prawie mają to do siebie, że można je dość szybko przeprowadzić, zmiany w mentalności – to zupełnie inna kategoria. Proszę zwrócić uwagę jak długo trwało przeforsowanie zakazu bicia dzieci. Zapis prawny to rok 2010, obecnie mamy rok 2020 i nadal są osoby, które traktują dzieci przedmiotowo, a nie podmiotowo.

🔹🔹🔹

– Dziecko spotyka się z zagrożeniami o charakterze fizycznym jak i psychicznym. Mamy do czynienia z przemocą w rodzinie, przemocą na tle seksualnym, z wyzyskiem ekonomicznym, zmuszaniem dzieci do szkodliwej pracy. Jak możemy ocenić częstotliwość występowania takich zagrożeń i ich skutki?
– Przemoc, która dotyka dzieci, to nie tylko bicie, wyzywanie czy nadużycie seksualne. Przemocą jest też manipulowanie dzieckiem, czy zaniedbanie jego psychologicznych potrzeb lub emocjonalne porzucenie. To rodzi później demony, z którymi dzieci muszą się mierzyć całe życie, dlatego apeluję: reagujmy na przemoc wobec dzieci! Przemoc nie ogranicza się tylko do stereotypowych tzw. trudnych rodzin, czyli np. takich, gdzie dorośli zmagają się z uzależnieniem od alkoholu czy substancji psychoaktywnych. Przemoc jest w pełni demokratyczna, egalitarna – może pojawić się w każdym domu.

🔸🔸🔸

– Czyli także w tak zwanym „dobrym domu”?
– Oczywiście. Odwołam się do obrazowego przykładu – krzywdzimy dziecko, kiedy „hodujemy” je jak piękny kwiat, zamiast „wychowywać”. A to zwyczajnie nie jest mądre rodzicielstwo. Nie wystarczy zapewnienie wysokich warunków bytowych. Skutki mogą być katastrofalne, wystarczy spojrzeć na stan polskiej psychiatrii dzieci i młodzieży – jak rośnie grupa dzieci potrzebujących pomocy i jak obniża się ich wiek. To bardzo alarmujące dane, które powinny skłonić nas do myślenia i do działania. Nie lubię rozmów o statystykach z bardzo prostego powodu – łatwo w nich o to, by liczby przysłoniły nam człowieka. A co dopiero jeśli mowa o małym, bezbronnym dziecku, które samo się nie obroni przed kimś większym, silniejszym, przed oprawcą, którego bardzo kocha.

🔹🔹🔹

– Karcenie wychowawcze, czy to jest w ogóle możliwe. Przez kogo i w jakim zakresie?  
– Proponowałabym raczej spojrzeć na dziecko jak to czynił pierwszy nieformalny rzecznik praw dziecka Janusz Korczak, który zalecał, by z dziećmi rozmawiać, zamiast do nich przemawiać. Wspólnie wypracowane zasady dziecko łatwiej będzie przestrzegać, mając poczucie, że uczestniczyło w ich budowaniu. Rodzice powinni zapewnić dziecku poczucie bezpieczeństwa i właściwe warunku do rozwoju, pomocne w tym są wyznaczanie granic i konsekwencja. Nawet małemu dziecku można wiele kwestii wytłumaczyć, oczywiście używając pojęć adekwatnych do jego wieku, w miejsce samych zakazów i nakazów wprowadzając dialog. I nie mam tu na myśli bezstresowego wychowania.

Dziecko chce mam ufać.
– Tak. Pamiętajmy, że jeśli dziecko ma poczucie, że jest dla nas ważne, że może nam zaufać, będzie nam opowiadało o swoich różnych dziecięcych sprawach i problemach, a co istotne – przyjdzie do nas po pomoc, kiedy będzie jej potrzebować.

🔸🔸🔸

– A czy możemy określić zależność między prawem do prywatności a prawem dziecka do bezpiecznego i harmonijnego rozwoju?
– A powinniśmy ją określać? Zachęcam do małego eksperymentu – proszę zapytać takiego małego człowieka, które prawo dla niego jest najważniejsze? Przedszkolak pewnie opowie o zabawie, ale już uczeń starszych klas podstawówki wskaże właśnie prawo do prywatności i do własnego zdania, czy to nie mówi wystarczająco dużo o nas dorosłych? Jeśli młody człowiek wskazuje, że akurat z tymi prawami najbardziej się liczy, to znaczy, że są dla niego ważne, a świat dorosłych z jakichś względów ma z nimi problem, by je respektować, by szanować dziecięcą podmiotowość i wysłuchać co dziecko ma do powiedzenia. Wysłuchać to nie znaczy zawsze zrobić tak, jak mówi dziecko, ale wziąć pod uwagę tę opinię, szczególnie jeśli dotyczy np. obiadu, najbliższej rodzinnej wycieczki, czy koloru ścian. Dając dziecku nasz czas, poświęcając mu uwagę i obdarowując akceptacją każdego dnia inwestujemy w jego przyszłość, dbamy o prawidłowy rozwój dziecka i budujemy jego największy życiowy kapitał – poczucie własnej wartości i zaufanie do siebie.

🔹🔹🔹

– To piękne zasady postępowania. Oby jak najczęściej funkcjonowały w życiu. Na koniec jeszcze jedna kwestia. Jaka jest nasza rola w procesie ochrony dziecka przed przemocą?. Szkoły, klubu sportowego…
– Krzywdzone dziecko nie poskarży się na swojego oprawcę, szczególnie jeśli jest to ktoś bliski, kogo dziecko kocha bezwarunkowo i mimo wszystko. Każda przemoc wobec dziecka zostawia ślady w psychice, które mogą się manifestować kłopotami wychowawczymi, agresją, samookaleczaniem się, depresją, skłonnościami do zachowań ryzykownych, lękiem, wycofaniem, bojaźliwością czy objawami somatycznymi (bóle głowy, brzucha, czy duszności). Jeśli dziecko w wieku szkolnym nie uczy się, wagaruje, to często w ten sposób woła o pomoc, chce zwrócić na siebie uwagę. I tu wkraczają inni – wychowawca w szkole, pani pedagog, trener, lekarz pediatra, ale też pani z osiedlowego sklepiku czy sąsiad z naprzeciwka. Każdy może, a nawet jest do tego zobligowany prawem, reagować na krzywdę dzieci. Zgłaszać swoje wątpliwości do właściwych instytucji – szkoły, ośrodka pomocy społecznej, sądu rodzinnego czy na policję. I nie powinniśmy na to patrzeć w kategorii donosicielstwa, to pomoc, a bywa, że i ratowanie zdrowia i życia dzieci.

🔸🔸🔸

– A rola państwa?
– A państwo? Państwo powinno dołożyć starań, by system był bardziej szczelny, by czas reakcji był niekiedy szybszy, czy bardziej adekwatny do okoliczności. Swego czasu były Rzecznik Praw Dziecka Marek Michalak, w którego gronie doradców byłam, postulował opracowanie i wdrożenie systemowego planu przeciwdziałania przemocy jako podstawowego warunku zagwarantowania skutecznej ochrony dzieci przed krzywdzeniem. Apel o narodową strategię przeciwdziałania przemocy wobec dzieci nie zyskał poparcia rządzących, a szkoda, bo problem przemocy nie został wyeliminowany z dziecięcej rzeczywistości. Szeroko zakrojone, kompleksowe działania, obejmujące przeciwdziałanie przemocy, ochronę dzieci i wsparcie ofiar przemocy z pewnością poprawiłoby sytuację.

– Na dziś tyle. Dziękuję za rozmowę. Do zobaczenia w następny piątek.

🔹🔹🔹

Odmrażanie sportu a wirus

Minister Sportu Danuta Dmowska-Andrzejuk przedstawiła wizję odmrażania polskiego sportu, na razie tego przez duże S. Centralny Ośrodek Sportu otworzy swoje ośrodki w Zakopanem, Wałczu, Spale, Cetniewie i Szczyrku. Do tych ośrodków trafią najlepsi polscy sportowcy, potencjalni olimpijczycy. Będą trenowali w warunkach bezpiecznych, ze wszystkimi wymogami związanymi z pandemią. Jednoosobowe pokoje, system treningu: pokój – trening- pokój! To byłby początek.

Następnie otworzą się inne obiekty sportowe, ale także tylko z myślą o sportach olimpijskich. Będzie to zapewne tor kolarski w Pruszkowie czy ośrodek w Giżycku. Wszystko z myślą o Igrzyskach, które są planowane, jak pamiętamy, na lato 2021 roku.

Ośrodki staną się wyizolowanymi enklawami. Pieniędzy na te przedsięwzięcia, według minister Dmowskiej, starczy. Natomiast jak będzie z budżetem na sport w przyszłym roku, tego nikt nie wie. Pozostaje bardzo wiele pytań, a jest mało odpowiedzi. Także to jak szybko zostaną otwarte kluby sportowe, te duże i te małe. Kiedy ruszą zwyczajne treningi. Czy tak będzie?

Kryzys dotyczy, rzecz jasna, nie tylko polskiego sportu. Międzynarodowe federacje sportowe znalazły się w trudnej sytuacji. Odwołane zostały bowiem nie tylko Igrzyska ale także wszystkie zawody mistrzowskie w poszczególnych dyscyplinach. MKOl jest zobowiązany wypłacić subwencję tym federacjom, których sporty są w programie Igrzysk. Ale z powodu przesunięcia terminu Igrzysk wypłata subwencji także ulega odroczeniu. O jakie pieniądze chodzi? Otóż w 2016 roku po Igrzyskach w Brazylii MKOl wypłacił federacjom 520 mln dolarów! No to czekamy do Igrzysk w Tokio.

A co mówią gospodarze Igrzysk? Po pierwsze martwią się, że ponieśli straty z powodu przesunięcia zawodów. Straty szacują na ok. 5,7 miliarda euro! Ale mają nadzieję, że zawody w ogóle się odbędą – straty z powodu odwołania Igrzysk byłyby wielokrotnie wyższe. Dyrektor Komitetu organizacyjnego tokijskich Igrzysk Toshiro Muto powiedział: „Ludzkość powinna starać się maksymalnie wykorzystać dostępne technologie oraz własną wiedzę i skupić się na opracowaniu sposobów leczenia, lekach oraz szczepionkach na wirusa”.

To ważne słowa. Chodzi bowiem o to, żeby nie tylko udało się zorganizować Igrzyska, ale także o to, aby mogli w nich wystartować wszyscy najlepsi sportowcy świata. Dbałość o zdrowie wszystkich sportowców to podstawowy warunek funkcjonowania sportu. Wirus nie wybiera.

Ciekawą opinię na ten temat zaprezentował trener naszych biegaczek na 400 metrów Aleksander Matusiński: „Sport z jednej strony uodparnia, ale wysiłek na pograniczu wytrzymałości stwarza jednak duże ryzyko dla zdrowia. Organizm w momencie łapania formy jest bardziej wrażliwy, zatem mniej odporny na różnego rodzaju infekcje, zwłaszcza kiedy brakuje odpowiedniej regeneracji. […] Nie wiadomo jakie mogą być konsekwencje zachorowania, czy nawet po wyleczeniu nie będzie zmian w organizmie…”

A na koniec fragment wywiadu naszej noblistki Olgi Tokarczuk udzielonego dziennikowi Frankfurter Allgemeine Zeitung: „Wirus przypomniał nam przecież to, co tak namiętnie wypieraliśmy – że jesteśmy kruchymi istotami, zbudowanymi z najdelikatniejszej materii. Że umieramy, że jesteśmy śmiertelni. Że nie jesteśmy oddzieleni od świata swoim „człowieczeństwem” i wyjątkowością, ale świat jest rodzajem wielkiej sieci, w której tkwimy, połączeni z innymi bytami niewidzialnymi nićmi zależności i wpływów. Że jesteśmy zależni od siebie i bez względu na to, z jakich krajów pochodzimy, jakim językiem mówimy i jaki jest kolor naszej skóry, tak samo zapadamy na choroby, tak samo boimy się i tak samo umieramy”. Warto o tym pamiętać!

Jan Wieteska

Obiekty sportowe dawnej Warszawy – część 1

Jesteśmy w czasach pandemii. Siedzimy w domu. Zmienił się nasz codzienny program zajęć. Czytamy, zaglądamy do internetu. Proponujemy trochę wspomnień o obiektach sportowych dawnej Warszawy. Obiektach już nieistniejących, ale kiedyś, w różnych okresach naszej przeszłości, świecących wielkim sportowym blaskiem. To będzie 5-cio odcinkowy serial.W pierwszym odcinku opowiemy o „Dynasach” – słynnym warszawskim torze kolarskim.

DYNASY

Tereny Warszawskiego Towarzystwa Cyklistów, 1897 rok

Sto lat temu „Dynasy” tętniły życiem. Tu, na Powiślu skupiało się życie towarzyskie Warszawy. Na „Dynasy” warszawiacy wybierali się nie tylko, aby „skosztować” jazdy na torze kolarskim ale także, aby popływać kajakiem na małym jeziorku zwanym sadzawką, która mieściła się po środku toru. A przede wszystkim obejrzeć wyścigi kolarskie, największą atrakcję tego miejsca. Wokół toru rozlokowały się budki z kiełbaskami, tu przychodzono na spacery i na randki.

Wyścigi odbywały się dwa razy w tygodniu, w niedzielę i środę wieczorem. Na torze bywała śmietanka towarzyska tamtej Warszawy, grono znakomitych aktorów z Jadwigą Smosarską, Adolfem Dymszą czy Kazimierzem Krukowskim, którego imię nosi dziś jedna z pobliskich ulic. Aktorzy pełnili często rolę starterów wyścigów rozgrywanych na torze.

Dynasy, początkowo ziemny tor kolarski, był w pierwszej połowie ubiegłego wieku jednym z najnowocześniejszych tego typu obiektów sportowych w Europie. W roku 1921 tor został pokryty betonem, sadzawkę zlikwidowano, a w jej miejscu urządzono bieżnię lekkoatletyczną i piłkarskie boisko. Tor miał 385 metrów długości. Cztery lata później tor został przykryty i zyskał drewnianą nawierzchnię. Ale wszystkie te zmiany nie spodobały się warszawiakom. Miejsce straciło dawny charakter, swoisty czar i urok.

A jakie były początki „Dynasów”?Obiekt został zbudowany w roku 1892, przez założone w roku 1886 Warszawskie Towarzystwo Cyklistów, którego członkami byli pisarze: Wacław Gąsiorowski, Bolesław Prus i Henryk Sienkiewicz. WTC budowało tu swoją siedzibę, równocześnie powstawał tor kolarski.

Nazwa Dynasy pochodzi od nazwiska księcia Karla Otto de Nassau Siegen, który stał się właścicielem tych terenów, bo dobrze się wżenił. Jego żoną była Karolina Gozdzka (Sanguszkowa), właścicielka ogromnych włości rozciągających się w tej okolicy. Tu wznosił się Pałac Gozdzkich wybudowany w XVIII wieku. Księcia de Nassau możemy też kojarzyć z „Panem Tadeuszem”, gdzie występuje jako książę Denassów – awanturnik, podróżnik i myśliwy.

Ale wróćmy do sportu, wszak „Dynasy” to przede wszystkim kolarstwo. Warszawskie Towarzystwo Cyklistów wychowało na tym torze wielu znakomitych polskich kolarzy tamtych lat. Tu odbyły się pierwsze Mistrzostwa Polski na torze, w roku 1921, wygrywa je Józef Lange, który na co dzień trenuje na „Dynasach”.

Oto w roku 1924 na Igrzyskach Olimpijskich w Paryżu czwórka naszych kolarzy zdobywa srebrny medal w wyścigu torowym na 4 km ze startu zatrzymanego. Tomasz Stankiewicz, Józef Lange i Franciszek Szymczyk to kolarze WTC, czwartym jest Jan Łazarski z Krakowskiego Klubu Cyklistów. Wielki sukces polskiego sportu w kilka lat po odzyskaniu niepodległości.
Po przebudowie obiekt zmienia swój charakter. W latach 30-tych zaczyna dominować piłka nożna. Ówcześni kibole dają znać o sobie. Często dochodzi do bójek. Szczególnie zaciętych, gdy na boisku gra drużyna „Makabi”.

Chuligani skutecznie zniechęcają warszawiaków do odwiedzania tego miejsca. Kończy się umowa dzierżawy WTC. Na działce planowane są budynki mieszkalne. Jest rok 1937.
Dynasy dziś, to maleńka uliczka na zboczu skarpy wiślanej ciągnąca się od ulicy Oboźnej do Zajęczej w stronę Tamki. Po dawnym torze nie ma śladu. Na zboczu skarpy rośnie trawa, na której bawią się dzieciaki i ganiają pieski.

Jan Wieteska

Życzenia Świąteczne

Z okazji  Świąt Wielkanocnych  życzymy Wam dużo zdrowia, spokoju, osobistych  radości, ale i wytrwałości. Mamy nadzieję, że ten czas, mimo że wyjątkowy, upłynie Wam w przyjemnej, rodzinnej atmosferze. 

Zarząd WMZSG

Ciekawa idea – Olimpiady przyszłości?

Czy jest możliwe, by w niedługim czasie Igrzyska Olimpijskie przeszły gruntowną ewolucję i zostały rozszerzone o kolejne odmiany czy edycje: „Wiosenną” i „Jesienną”, co oznaczałoby, że Igrzyska mogłyby odbywać się corocznie?! 

Rozważania na ten temat, jakiś czas temu, przedstawił prof. Józef Lipiec, filozof, przewodniczący Polskiej Akademii Olimpijskiej. Zanim jednak zaprezentujemy główne myśli takiej koncepcji to przypomnijmy, po krótce, jak wygląda rozwój programu olimpijskiego na przestrzeni lat, bo to wydaje się być powodem do rozważań nad ewolucją, czy bardziej rewolucją w organizacji Igrzysk w przyszłości.

Choć tegoroczne Igrzyska Olimpijskie, które miały się odbyć w Tokio zostały przełożone, z powodu pandemii koronawirusa o rok, na lato 2021, to przecież mamy nadzieję, że sama idea olimpizmu nie ucierpi i że będzie nam dane emocjonować się rywalizacją najlepszych sportowców świata i oglądać jedno z największych wydarzeń na świecie, bo do takiej rangi urastają Igrzyska Olimpijskie.

Każdy sportowiec chce pojechać na Igrzyska, być olimpijczykiem to zaszczyt, a zdobyć medal olimpijski to niezwykły honor i wielkie marzenie. Wyniesienie rangi Igrzysk do takiej rangi powoduje, że inne zawody mistrzowskie, jak Mistrzostwa Europy, czy nawet Mistrzostwa Świata stają się często tylko eliminacjami do udziału w Igrzyskach!

Igrzyska rozrastają się, z każdą ich edycją w programie przybywa dyscyplin i konkurencji. Zwiększa się ilość państw uczestników i liczba zawodników, a co za tym idzie rośnie liczba trenerów, lekarzy, masażystów, oficjeli…

W pierwszych Igrzyskach w 1896 roku w Atenach program sportowy obejmował 43 konkurencje, a uczestniczyło w nich 14 państw. W roku 2016 w Rio de Janeiro wystartowali reprezentanci 207 państw w 306 konkurencjach! W zimowych Igrzyskach, które po raz pierwszy odbyły się w 1924 roku w Chamonix (Francja) sportowcy startowali w 16 konkurencjach, a w Igrzyskach w Korei w 2018 roku tych konkurencji było już 102.

MKOl boryka się z dwoma tendencjami, z jednej strony z naciskiem, aby program sportowy Igrzysk rozszerzać o nowe dyscypliny czy konkurencje. Dzieje się to najczęściej pod naciskiem gospodarzy Igrzysk. Z drugiej strony z tendencją ograniczania ilości zawodników ze względu na czas trwania Igrzysk i koszty z tym związane. Dlatego spotykamy się z takimi dziwactwami jak choćby wprowadzenie do programu rugby 7-osobowego, właściwie nie rozgrywanego poza Igrzyskami, czy też kilku odmian taekwondo. Za to likwidowane są inne konkurencje np. przepiękny drużynowy wyścig kolarski na 100 kilometrów. W szermierce decyduje losowanie, która broń będzie w danym roku w programie, a która się w nim nie zmieści.
W przypadku sportów gimnastycznych, w skokach na trampolinie w programie olimpijskim znalazły się skoki indywidualne ale synchrony już nie. Akrobatyka od lat dobija się do olimpijskich drzwi, póki co bezskutecznie.

W wywiadzie z profesorem Józefem Lipcem, dziennikarz Artur Gac pyta:
– Pomysł na igrzyska „czterech pór roku” to Pana autorska koncepcja?
– Tak, szukałem czegoś takiego m.in. gdy pisałem o powodach rozdziału igrzysk na dwa segmenty: letni i zimowy. Gdzie umieścić specjalizacje, które nie znoszą ani śniegu ani upału, a ponadto wielu sportowców związanych z dyscyplinami halowymi ma poczucie, że nie pasują do igrzysk zimowych ani letnich, skoro… rywalizują pod dachem.
– Nazwa „cztery pory roku” kojarzy się dość jednoznacznie.
– Rzecz jasna chodzi o kompozycję Vivaldiego, który byłby dobrym patronem. Można by nawet wykorzystać swoisty nowy hymn jako motyw tej wizji olimpijskiej.
– Zdaniem Pana Profesora na ile realne jest urzeczywistnienie tej koncepcji?
– Myślę, że jest to realne pod warunkiem, że znajdzie się grupa ludzi, która prywatnie uzna, że warto to poprzeć. […] Ja bardzo wierzę w publicystykę, dziennikarzy i media społecznościowe.
– Pojawiły się kolejne sporty, których wielość powoduje, że programy igrzysk pęcznieją.
– I tu zasadne jest pytanie: czy jest sens, by z jednej strony stosować środki restrykcyjne wobec ciągle kandydujących nowych dyscyplin i odtrącać je. A z drugiej strony, jaki jest powód by ciekawe, nowe dyscypliny, związane z postępem, nowymi potrzebami i formami aktywności tak po prostu odrzucać? […] Wyjściem jest wykorzystanie dwóch następnych pór roku, aby nowe dyscypliny otrzymały prawo uczestnictwa w rodzinie olimpijskiej!

Tyle Pan Profesor. Co wy na to? Co roku Igrzyska Olimpijskie? Co roku ogień z Olimpu przenoszony do kolejnego miasta? Czy to aby nie spowszechnieje? Czy takie Igrzyska wciąż będą wielkim wydarzeniem światowym?
Poczytajcie książkę prof. Józefa Lipca „Homo Olimpicus”.

Jan Wieteska

Sport w książkach

Pozostajemy w domu! Czytajmy książki. Czytajmy książki o sporcie. Każdy wybór jest dobry. Oto moje propozycje:

„KUKUCZKA”
Człowiek gór. Bez nich nie mógł żyć. Zdobył wszystkie 14 ośmiotysięczników jako drugi na świecie po Reinholdzie Messnerze. Górom poświęcił wszystko i góry go zabrały. Zginął na Lhotse w październiku 1989 roku. Pasjonująca opowieść o granicach ryzyka, walce z naturą, budowaniu ludzkich charakterów, przyjaźniach i rozterkach. Co jest ważniejsze, góry czy rodzina, jak to ważyć? Książkę Dariusza Kortko i Marcina Pietraszewskiego czyta się jednym tchem. „Góry wzywają ludzi, którzy pragną w życiu wartości duchowych” to pierwsze zdanie książki.

„ROMANTYCZNE MECZE” 
Bohdan Tomaszewski, legendarny dziennikarz sportowy. Jedyny i niepowtarzalny. Jego relacje z zawodów to były czary, często ważniejsze od samych zawodów. „Czarodziej słów”. Słynne transmisje z Wyścigów Pokoju, meczów lekkoatletycznych, igrzysk olimpijskich do dziś pozostają niedoścignionym wzorem. „Romantyczne mecze” to książka z dawnych lat. Nie znajdziemy tu relacji z zawodów, ale dotkniemy czegoś, co w sporcie równie ważne. Nastrój, wrażenia, duch walki, przeżycia, piękno sportu i szacunek dla rywala. Romantyzm! Miniaturki sportowe, o znakomitościach, sportowych sławach i o ludziach nikomu bliżej nieznanych, o wielkich stadionach i boisku za topolami. A wszystko o czasach, które dawno minęły ale wspomnienia… znakomite!

„WÓJT”
Podtytuł – „Jedziemy z frajerami. Całe moje życie”. Książka jak spowiedź. Jedna z najbardziej barwnych postaci polskiego futbolu Janusz Wójcik opowiada o zakamarkach polskiej piłki nożnej. O korupcji i sukcesach. Trener, który doprowadził polską drużynę do olimpijskiego srebra w Barcelonie w 1992 roku. W tej ekipie grał Jerzy Brzęczek, obecny trener polskiej reprezentacji. Janusz Wójcik trener skandalista, poseł skandalista… unikat, szarlatan, gwiazdor… Wójcik nigdy nie przebierał w słowach, walił prosto z mostu. I tak jest w tej książce. „Siekać frajerów, do piachu z nimi… wskakujemy im na garby, nosami mają ryć po glebie…” to tylko jeden z cytatów tzw. języka motywacyjnego Wójcika. Kto tego nie czytał niech przeczyta!

I dwie najnowsze pozycje:

„ZAPISKI Z KRÓLESTWA”
Najchętniej oglądana liga piłkarska na świecie to, oczywiście, „Premiership”, angielska ekstraklasa. Co takiego jest w angielskiej piłce, co czyni tę ligę tak magiczną, co za tajemnica jest skryta w meczach Manchester United, Manchester City, Liverpoolu, Arsenalu, Chelsea i innych angielskich klubów? Przemysław Rudzki, dziennikarz piszący o piłce nożnej z pasją opowiada o angielskim futbolu, jego tajemnicach, o zwycięstwach i porażkach, o pieniądzach, o meczach wielkich i tych małych, pozornie nieważnych a tak istotnych dla uczestników i kilku widzów. Wszyscy są bohaterami, znanymi wszystkim lub znanymi nielicznym. 50 historii a każda inna ale każda pasjonująca. 

„PRZEŚCIGNĄĆ SWÓJ CZAS”
Irena Szewińska, jedna z największych postaci światowego sportu. Zdobywczyni 7 medali olimpijskich. Dama Lekkoatletyki. Długoletnia członkini MKOl. A jednocześnie wielka przyjaciółka ludzi, skromna, miła, ujmująca. Sportowiec z autorytetem i wielką charyzmą. O takiej właśnie Pani Irenie pisze Maciej Petruczenko w swojej książce. Kim była w sporcie i poza sportem. O tym opowiadają też jej przyjaciele i rywalki z bieżni. Piękne zdjęcia autorstwa Janusza Szewińskiego, męża Ireny dopełniają całości. 

Zapraszam do lektury.
Jan Wieteska

Prośba – kluby sportowe w czasach wirusa

Zwracamy się z prośbą do rodziców, opiekunów, zawodniczek, zawodników i wszystkich członków klubów sportowych.

Pomagajmy sobie wzajemnie – razem łatwiej będzie nam przetrwać ten trudny okres 💪🏼

Igrzyska Olimpijskie przełożone!

Jeszcze kilka dni temu MKOl informował, że decyzja w sprawie Igrzysk w Tokio zostanie podjęta w ciągu 4 tygodni, ale nagle wczoraj, 24 marca, świat dowiaduje się, że Igrzyska zostają przełożone na rok 2021.
Premier Japonii Shinzo Abe oświadczył: „Zaproponowałem przełożenie Igrzysk o mniej więcej rok i szef MKOl, Thomas Bach, zgodził się na to w 100 procentach”.W ten sposób stało się faktem to, o czym świat sportu mówił już od pewnego czasu. MKOl i Japonia ustąpili pod naciskiem narodowych komitetów olimpijskich, narodowych federacji poszczególnych dyscyplin, a przede wszystkim sportowców.
Zaczęło się od Kanady. Kanada jako pierwsza ogłosiła, że sportowcy tego kraju na Igrzyska nie pojadą. Następna była Australia. Ten kraj także nie chciał narażać swoich sportowców na niebezpieczeństwo zarażenia koronawirusem.
Apel do MKOl o przełożenie Igrzysk wystosowały takie kraje jak Wielka Brytania, Brazylia, Norwegia, Francja, Niemcy. Kolejne to Serbia i Chorwacja, lista ta wydłużała się bardzo szybko.
Oto kilka wypowiedzi spośród bardzo wielu dotyczących tej sytuacji:„Japonia mnóstwo zainwestowała i przekonuje, że Igrzyska powinny się odbyć latem, lecz jest to sprzeczne ze zdrowym rozsądkiem. Nie możemy tego poprzeć, gdyż ludzkie życie jest najważniejsze” – powiedział kilka dni temu przewodniczący Serbskiego Komitetu Olimpijskiego.
Amerykańska Federacja Pływacka także zaapelowała o przesunięcie Igrzysk na rok 2021. „Nasi pływacy zawsze są gotowi ścigać się z kimkolwiek, gdziekolwiek i kiedykolwiek ale zmuszanie ich do tego w obecnej sytuacji nie jest żadnym rozwiązaniem”, to fragment ich oświadczenia.Szef Francuskiej Federacji wyraził swoje zdumienie „to, że nikt nie zastanawia się oficjalnie nad przesunięciem Igrzysk jest po prostu nieprzyzwoite”.
Część sportowców świata otwarcie stwierdzała, że rywalizowanie z tymi, którzy nie mają możliwości dobrego przygotowania się do zawodów wypaczy wyniki. Znamienne są słowa Michaela Grossa, byłego znakomitego pływaka, trzykrotnego mistrza olimpijskiego skierowane do jego kolegi, obecnego szefa MKOl, Thomasa Bacha, kiedyś mistrza szermierki. „Drogi Thomasie, obaj cierpieliśmy z powodu bojkotu Igrzysk w roku 1980. Dla wielu zawodników był to definitywny koniec marzeń o sukcesie w tej imprezie. Tym razem to ty możesz uratować olimpijskie sny ogromnej rzeszy sportowców. W jaki sposób? Przełożeniem IO na rok 2021 lub nawet 2022. Rozegranie zawodów tego lata będzie po prostu niesprawiedliwe”.
Polscy sportowcy z dużą rozwagą i pełnym zrozumieniem odnosili się do sprawy odwołania Igrzysk w tym roku.Ale mieliśmy też odmienne opinie. W wywiadzie w „PS” z 18 marca kapitan polskich siatkarzy Michał Kubiak mówił „myślę, że Igrzyska się odbędą w wyznaczonym terminie. W Japonii nikt nie ma co tego żadnych wątpliwości. Wszystkie przygotowania idą zgodnie z planem. […] w Japonii nic się nie dzieje. Poza tym, że są zamknięte baseny, nie odbywają się koncerty i mecze. Ludzie chodzą po ulicach, spotykają się w miejscach publicznych…”Nasza mistrzyni olimpijska w rzucie młotem Anita Włodarczyk, także w wywiadzie dla „PS”, mówiła „gdyby Igrzyska przesunięto na październik, byłaby to dla mnie idealna sytuacja. Spokojnie bym potrenowała, bez napinki, że czas goni”.
„Igrzyska Olimpijskie powinny odbyć się w tym roku” to słowa trenera polskich kajakarek Tomasza Kryka, który wciąż przebywa z całą kadrą w Portugalii. I dodał „My w Portugalii mieliśmy wspólną odprawę i wszyscy chcieli zostać”. Tomasz Kryk powiedział jednak coś jeszcze, chyba zdecydowanie bardziej ważnego: „Jesteśmy jedynym żyjącym gatunkiem, który tylko w XX wieku zabił sto milionów swoich przedstawicieli z powodu własnego ego. Wojny światowe, systemy totalitarne… Co się jeszcze musi wydarzyć, żebyśmy się nad sobą zastanowili?”
Andrzej Kraśnicki, Prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego powiedział, że nam zależy przede wszystkim na dobru naszej reprezentacji. Udział w Igrzyskach Olimpijskich to najważniejsze wydarzenie w życiu każdego sportowca, nie może być zatem niczym obciążone. Dlatego PKOl już wcześniej apelował do MKOl o przesunięcie terminu Igrzysk.Sekretarz Generalny PKOl Adam Krzesiński , już po decyzji o przełożeniu igrzysk, mówi: „może jest trochę racji w tym, że i tak będzie niesprawiedliwie ale uważam, że dużo lepiej, jeśli Igrzyska odbędą się później. […] mamy zarezerwowane loty, hotele i tak dalej… Tyle tylko, że to problem wszystkich, a nie jednostek”.
Jeden z członków MKOl nie czekał na oficjalną decyzję o przełożeniu Igrzysk – Kanadyjczyk Dick Pound kilka dni temu otwarcie wyznał, że Igrzyska w Tokio na pewno nie rozpoczną się 24 lipca!
Z wielkim zdziwieniem przeczytałem wypowiedź Tomasza Majewskiego, wiceprezesa PZLA, który mówi, że „zdecydowana większość sportowców chciałaby Igrzysk w tym roku”. Czyżby ta „zdecydowana większość” chciałaby narażać swoje zdrowie i życie? Czyżby sportowcy chcieli rywalizować w czasie, gdy państwa zamykają stadiony, ośrodki treningowe, zamykają granice, ograniczają ruch, gdy najważniejszą sprawą jest wydolność służb medycznych? Czyżby sportowcy chcieli walczyć o medale nie robiąc sobie nic z tego, że wokół umiera tysiące ludzi?!
Odłóżmy więc dywagacje o tym, że część sportowców straci medalowe szanse bo będą o rok starsi, że nasi mogą teraz zdobyć medale a za rok nie… To jest nieuprawnione, w żaden sposób, myślenie. Dziś nie ma warunków do przeprowadzenie tak masowej imprezy jaką są Igrzyska Olimpijskie. Być może za rok też będzie trudno, tego jednak dziś nie wiemy… Nie martwmy się kalendarzem innych zawodów w poszczególnych dyscyplinach, Mistrzostw Świata, Mistrzostw Europy. To wszystko nie jest żadnym problemem wobec troski o nasze życie!
Odwołanie Igrzysk 2020 to symboliczny koniec świata sportu jaki do tej pory znaliśmy? Jaki więc będzie nowy obraz sportu? Miejmy nadzieję, że sport poradzi sobie, że ludzkość będzie wciąż mogła cieszyć się sportową rywalizacją najlepszych sportowców świata podczas Igrzysk Olimpijskich.
Jan Wieteska

Filmy o sporcie

Pozostajemy w domu. Taki jest nakaz obecnego czasu. Dla naszego wspólnego bezpieczeństwa. Może więc warto obejrzeć wybrane filmy o tematyce sportowej. Jest w nich wiele emocji, nie tylko sportowych. Dużo życiowych refleksji, trudnych prawd, uczuć zazdrości,  podjazdowych walk ale także humoru, żartu,  przyjaźni i miłości. 

„Przegląd Sportowy” przestawił swój ranking takich filmów. Redaktor Bartosz Węglarczyk umieścił na pierwszym miejscu…. „Rocky” ! Film legenda. Niezapomniana rola Sylwestra Stallone, który czyni zwykłego amatora wielką gwiazdą sportu.  Na miejscu trzecim wielki polski przebój z lat 80-tych „Piłkarski poker” z wielką rolą Janusza Gajosa w roli sędziego Laguny o korupcji w polskiej piłce nożnej.  Oba obrazy oglądane powszechnie, zapewne wielokrotnie. Ale takie filmy można oglądać jeszcze raz i jeszcze raz, więc siadajmy wygodnie, poszperajmy w Internecie i oglądajmy! 

Ale filmów o sporcie jest bardzo dużo. Oto kilka moich propozycji:

  1. „Walka płci”. Historia słynnej przed laty tenisistki Billie King walczącej o prawa kobiet w sporcie. Lata 70-te. Świat tenisa wkracza na nowe tory. Powstaje tzw. „Cyrk Kramera”. Najlepsi tenisiści świata mają grać tylko ze sobą, ale tylko mężczyźni. Billie King nie może się z tym zgodzić.  Toczy walkę na słowa z zatwardziałym przeciwnikiem. Dochodzi do meczu o 100 tysięcy dolarów…
  2. „Italian Race”. Opowiada historię młodej dziewczyny, która próbuje swoich sił w wyścigach samochodowych. Musi wygrać, aby uratować rodzinny dom. Brat, narkoman i łachmaniarz ale kiedyś znakomity rajdowiec siada za kierownicą samochodu w miejsce siostry. To wyścig nie tylko o miano najlepszego, to wyścig o lepsze życie. Zbliża się ostatni zakręt…
  3. „Najlepszy”. Życiowy degenerat, ćpun, ludzki wrak pod wpływem niewiarygodnego impulsu staje się sportowcem. Prawdziwa historia Jerzego Górskiego, który zostaje mistrzem świata w podwójnym triatlonie!  Fascynująca, pełna morderczych upadków i wzlotów opowieść o walce o swoje życie. Triatlon trwający ponad 24 godziny! I co może zdziałać miłość. Znakomita kreacja Jakuba Gierszała.
  4. „Przepraszam, czy tu biją”. Marek Piwowski zrobił film kryminalny, właściwie komedię kryminalną. Ale grają w nim dwaj mistrzowie olimpijscy w boksie!  Jerzy Kulej i Jan Szczepański. Świetne dialogi, charakterystyczne dla tamtej , z lat 70-tych, Polski. Jan Himilsbach, jak zwykle , w świetnej formie a sparing bokserski dwóch inspektorów milicji  obywatelskiej… palce lizać. Nic dziwnego Kulej i Szczepański  to wychowankowie Papy Sztamma, wybitnego trenera polskich mistrzów olimpijskich w boksie. 
  5. „Borg/McEnroe. Między odwagą a szaleństwem”. To nie jest film dokumentalny to fabularna opowieść właśnie o sportowym szaleństwie.  Wielki mecz wielkich tenisistów. Wimbledon 1980 roku. Borg, ulubieniec publiczności,  wówczas najlepszy na świecie, wcześniej wygrał Wimbledon 4 razy, walczy o 5 tytuł.  McEnroe , impulsywny, nieokrzesany ale niesamowicie utalentowany nowy gwiazdor tenisa.  To co dzieje się na korcie jest niezwykle ważne ale równie ważne jest to co dzieje się poza kortem, co siedzi w nich samych, co mają w głowach. Ile pewności siebie a ile zwątpienia. Kto wygra i co potem….

To tyle propozycji. Proszę obejrzeć. Czekają was fajne emocje.

Jan Wieteska

Maia zdążyła – Puchar Świata w akrobatyce sportowej

Puchar Świata w Akrobatyce Sportowej, który zazwyczaj każdego roku, na początku marca odbywa się w portugalskim mieście Maia, w tym roku zdążył przed atakiem koronawirusa. Organizatorzy uniknęli odwołania zawodów w ostatniej chwili. Tradycyjnie, zawody miały znakomitą obsadę, a rywalizacja stała na bardzo dobrym poziomie. Akrobatyka w Portugalii robi furorę!

Od kilku lat akrobaci z Portugalii pną się w górę. Co sprawia, że sport ten rośnie w siłę? Pieniądze, trenerzy, praca, talent, pieniądze…?

Tak czy inaczej, w Maia portugalscy akrobaci pokonali najlepszych. Na pięć konkurencji wygrali trzy! Złote medale Pucharu Świata zdobyli: czwórka mężczyzn, trójka kobiet i para kobiet. Tylko w pozostałych dwóch wygrywali akrobaci z innych krajów – w parach mieszanych Rosjanie i dwójkach mężczyzn Brytyjczycy.

Przypomnijmy, że w ostatnich latach prawie wszystkie złote medale najważniejszych zawodów zdobywali Rosjanie. Tak było na Mistrzostwach Świata w 2016 i 2018 roku. Na tych zawodach Rosjanie oddawali złoto tylko w konkurencji czwórek. Pierwszy raz Chińczykom, a drugi raz Izraelowi. Zanosi się więc na zmiany w czołówce światowej? Zobaczymy.

Na maj (29-31) planowane są Mistrzostwa Świata w Genewie. To ma być wielkie święto światowej akrobatyki. Do Genewy zgłoszono już 200 zawodniczek i zawodników w głównej kategorii, tj. seniorskiej. Ma startować 28 państw! Najwięcej zespołów zgłoszono tradycyjnie, do konkurencji trójek kobiet – 24. Najmniej, jak zwykle do konkurencji czwórek mężczyzn – 9.

A co może się dziać w pozostałych kategoriach wiekowych? Na tydzień wcześniej (20-25 maja) zaplanowany jest turniej w kategoriach 11-16, 12-18, 13-19 lat. Do tych zawodów zostało zgłoszonych… Uwaga! … 800 zawodniczek i zawodników z 38 krajów!

Zapowiada się pięknie. Tylko że wszystko może zostać odwołane! Bo najważniejsze jest zdrowie sportowców, zdrowie nas wszystkich.

JW